Dopiero co pisałam, że pierwszy miesiąc BLW za nami, a tu już minął kolejny. Uff Było dużo zabawy i dużo sprzątania. Córka dalej jadła na moich kolanach. Oprócz samego jedzenia, fascynowało ją przeciskanie jedzenia przez raczki i oglądanie jak wychodzi między palcami, rozmazywanie wszystkiego, co się da po blacie, przyrządzane wcierek we włosy i balsamów do ciała dedykowanych specjalnie dla mamy, do tego nabieranie wody w usta i wypluwanie, a potem rozchlapywanie jej rączkami. Z nowych zachowań doszło również zrzucanie poszczególnych produktów i obserwowanie, jak lecą, szukanie ich pod stołem i wołanie, by podać jeszcze raz. W skrócie, dalej duży entuzjazm. Posiłek kończyłyśmy, gdy córka zaczynała wariować na moich kolanach i już się nie interesowała jedzeniem, lub gdy jedzenie się skończyło. W tym miesiącu jadłyśmy tylko w domu, poza pobytem u dziadków, ale tam posiłki miałyśmy już opracowane po pierwszym miesiącu.
W menu pojawiło się trochę nowości, ale starałam się, by produkty z listy z pierwszego miesiąca, w tym drugim miesiącu córka zjadła kolejny raz, co bez problemu się udało, poza chyba 3 produktami. Serwowałam dużo warzyw na parze, w towarzystwie mięsa, ryby lub strączków, czy jajek a do tego kaszę, makaron, czy ryż oraz sporo świeżych, sezonowych owoców. Córka zdecydowanie preferowała ostatnio zimnego ogórka i arbuza z lodówki oraz wodę – czy to wina upałów, czy dwóch zębów, które się w tym miesiącu pojawiły? Oczywiście, mimo to starałam się dbać o różnorodność posiłków, żelazo, gęstość odżywczą i energetyczną.
Przykładowe posiłki w tym miesiącu: omlet jajeczny z masłem orzechowym i bananem + sezonowe owoce; wiśniowa owsianka z wiórkami kokosowymi, lody bananowo- limonowe, zupa koperkowa, warzywne kaszotto, makaron z buraczanym pesto lub z sosem bolognese, kotleciki fasolowe z komosą + warzywa na parze, mielony indyk duszony z warzywami. Pojawiła się też na śniadanie buraczana gryczanka z owocami, ale nie testujcie tego na sobie i dzieciach! Burak z nosa wychodził przez kilka dni, a przed kąpielą potrzebne było mycie wstępne. Zdjęć nie wstawiam, córka podsumowała, że wyglądamy „krwisto”, podobnie, jak przy buraczanym pesto, czy wiśniowej owsiance. Ale i tak najgorzej spierają się według mnie pomidory. Macie jakieś sposoby?